Blog kulturalny

Książki, filmy i więcej…

Bez tytułu

Ile to już czasu minęło od ostatniego postu? Sporo… Mimo, iż marzy mi się powrót do pisania recenzji, obowiązki nie pozwalają 😦 A przecież trzeba znaleźć też czas na książki i filmy! 😉

Gdy tylko mój tryb życia stanie się trochę wolniejszy i spokojniejszy, wrócę do recenzowania (choć pewnie nie szybciej niż za 2 miesiące, ech). Do tej pory mogę jedynie wracać od czasu do czasu na bloga i przypominać sobie jak NIE pisać recenzji (aż mi się łezka w oku zakręciła, cha, cha) oraz w przypływie natchnienia pisać krótkie opowiadania.

Pozdrawiam!   (ktokolwiek siedzi tam po drugiej stronie ekranu) 🙂

Skrót II, czyli szybkie nadrobienie zaległości

A więc bez zagłębiania się w szczegóły:

7595144.6

„Zbyt” pozytywna recenzja w gazecie i 6/6 gwiazdek trochę mnie zniechęciły do tego filmu, ale jednak obejrzałam… i miło mnie zaskoczył. Wciągnął mnie po uszy, momentami nie mogłam powstrzymać śmiechu (mimo że to melodramat…).  Dopiero końcowka przystopowała i nastąpiło uczucie nudy. (moja ocena: 8/10)

7591500.6

Książka mnie zachwyciła, film już nie tak bardzo, jednak na końcu miałam ochotę uronić łzy (co już wiele znaczy dla filmu z mojej strony). (7/10)

7570055.6

 

KOMPLETNIE  nie rozumiem ludzi, którzy zachwycają się tym filmem. Już po 5 sekundach poczułam, ze zanudzę się na śmierci, ale cudem wytrwałam te 1,5 godziny. Nie, nie oglądałam „Grawitacji” w kinie, więc nie mogłam dostrzec świetności efektów specjalnych. Ale i tak, gdy TEN  film zdobył 6 Oscarów, myślałam, że się załamię. Nie potrafię sobie wyobrazić żebym mogła choćby z milionem supernowoczesnych efektów specjalnych polubić ten film. (6/10)

Skrót I

Powinnam nadrobić ostatnie dwumiesięczne zaległości. Jest tego dość dużo, wiec postanowiłam zrobić skrótowe oceny ostatnio obejrzanych czy przeczytanych rzeczy. Podzieliłam je na dwa posty.

Jako pierwszy „Hobbit: Pustkowie Smauga”. Moja ocena 9/10. Zdecydowanie lepszy od pierwszej części, choć wprowadzenie Legolasa i jego „pięknie” odmłodzonego czoła nie było dobrym pomysłem. Wielki podziw dla twórców Smauga i autora jego głosu, Benedicta Cumberbatcha.

7552619.6

Po nim książka „Odkrywanie Hobbita J.R.R. Tolkiena” Coreya Olsena. Mi się podobała, bardzo szybko ją przeczytałam, jednak to tylko dla takich maniaków Tolkiena jak ja, inni zanudzą się na śmierć. 😉

pobrane (2)

„Zielona Mila” – 10/10. Obejrzałam go w Sylwestra, a to nie był dobry pomysł, bo całego przepłakałam (a nieczęsto płaczę na filmach). To chyba jedna z moich ulubionych ról Hanksa i (jak i według Filmwebu) jeden z najlepszych filmów. Teraz czytam powieść i przypominam sobie poszczególne sceny, które mnie wzruszyły. I uroczego Mr. Jinglesa (mysz jednego z więźniów).

7517878.3

Dalej „Zakochany Szekspir” (6,5/10)na polskim, przy okazji omawiania „Romea i Julii”. Bez tragedii (jakby ironia do Szekspira lubującego się w tym gatunku), ale i bez rewelacji, czego można było się spodziewać. Jednak przyjemnie oglądało mi się młodziutką Gwyneth Paltrow.

„Kraina Lodu ” (9/10), zdobywca tegorocznego Oscara za animacje długometrażową i piosenkę „Let it Go” (według mnie tekst jest genialny, ale najlepsze wykonanie nie angielskie, ponieważ Idina Menzel ma za dojrzały głos jak na 20-letnią dziewczynę. Wolę szwedzką lub polską wersję). Zabawny, świeży, rodzinny film.

9578992

 

Oscarowe wykonanie „Let It Go” przez Idinę Menzel.

„Sekretne Życie Waltera Mitty” (6/10). Film jak na Bena Stillera zaskakująco dobry, jednak patrząc obiektywnie nie cudowny. Dobrze dobrana ścieżka dźwiękowa i piękne krajobrazy.

7572051.6

Na zimowe wieczory ;)

Pomyślałam, że mogłabym podać moje propozycje filmów, książek i muzyki, które w sam raz nadają się na zimowy wieczór (szczególnie, gdy na dworze sypie śnieg, a w ręku macie kubek czegoś rozgrzewającego). A oto i one:

Co do poczytania:

  • Hobbit, czyli tam i z powrotem (ja chcę przeczytać to dziś ponownie)
  • Zamieć śnieżna i woń migdałów (Camilla Lackberg – kryminał)
  • Kapitan na służbie (ostatnio o nim pisałam)

Co do obejrzenia:

  • Wyspa Tajemnic (Scorsese’a)
  • Hugo i jego wynalazek (również tego pana powyżej)
  • Wallander:Zaginiona (szwedzki kryminał)

Co do posłuchania:

  • BOKKA (nowa tajemnicza formacja na polskim rynku muzycznym)
  • The Black Keys (zarówno starsza jak i nowsza płyta)
  • Hobbit: Pustkowie Smauga – Soundtrack (zawierający genialny utwór „I see fire”)

To tyle. Przez najbliższy czas pewnie nie będę mogła pisać, choć widziałam wczoraj drugą część „Hobbita” i na pewno ją zrecenzuję. 🙂

Catch me if you can i Kapitan Phillips

catch

Film „Złap mnie, jeśli potrafisz” podsunęła mi mama kilka miesiecy temu, gdy nie miałam żadnego pomysłu, co obejrzeć (co w moim przypadku jest niemalże cudem). Dwa tygodnie temu sięgnęłam po autobiografię Franka Abagnale’a i znów nie mogłam się nadziwić jak coś takiego mogło mieć miejsce.

270899_f260 Młody Frank Abagnale z pielęgnarką.

„Złap mnie, jeśli potrafisz” to niewiarygodna historia najmłodszego oszusta w historii (zaczął podrabiać czeki w wieku 16 lat). Podawał się za pilota, lekarza, nauczyciela, prawnika i policjanta. Wielokrotnie uciekał FBI, ale w końcu został złapany. Zakończył przestępcze życie i zaczął wymyślać zabezpieczenia czekowe.

catch-me-if-you-can-leonardo-dicaprio

Na poczatku najlepiej przeczytać książkę, aby poznać całą prawdę, wszystkie wątki, a potem z przyjemnością oddać się ekranizacji Spielberga (ominął lub zmienił niektóre elementy i zdecydowanie przyspieszył akcję, ale dzięki temu historia ma dużo świeżości i lekkości). Młody DiCaprio ani trochę nie przypomina wygladem prawdziwego Franka, ale wypadł znakomicie. Przez cały film trzymałam za niego kciuki, żeby policja go nie złapała (żebyście mnie wtedy widzieli jak się emocjonowałam…).

images (1)

„Catch me if you can” jest od pięciu lat wystawiane także jako musical. Bardzo jestem ciekawa o czym śpiewa Aaron Tveit i dałabym wszystko, żeby to zobaczyć i posłuchać… Taa, trochę sobie poczekam, jeśli w ogóle na spełnienie tego marzenia (powiedziałam już przyjaciółce, że jeśli wyjedzie do Ameryki to do niej przyjadę i obejrzę wszystkie najlepsze musicale).

catch_me_if_you_can_6

W przypadku kolejnej książki lepiej najpierw obejrzeć film. I znów Tom Hanks (tylko tym razem w głównej roli), i znów oparte na faktach – jednak tym razem to zupełnie inna bajka (choć słowo „bajka” ani trochę tu nie pasuje). Mowa o „Kapitanie Phillipsie” (tytuł powieści to „Kapitan na służbie”). Podziwiam Richarda Phillipsa za odwagę i poświęcenie swojego życia za innych. Dzięki niemu 19 członków załogi statku handlowego „Maersk Alabama” nie zostało porwanych dla okupu.

Captain-Phillips_0

Film lepiej zobaczyć najpierw, ponieważ książka jest o wiele bardziej rozbudowana, a w przeciwnym razie ekranizacja szybko mogłaby znudzić (nie oznacza to jednak, że nie trzyma w napięciu). Ja dostałam powieść (można ją nazwać biograficzną) dzień po obejrzeniu filmu i dużo na tym skorzystałam – „połknęłam” ją w dwa dni. Napisana w dobrym stylu, można się czasem pośmiać albo wzruszyć, a innym razem przestraszyć lub współczuć głównemu bohaterowi. Dzięki rozbudowanemu jezykowi możemy wczuć się w położenie Phillipsa i przygryzając wargę czekać na koniec pirackiej „przygody”.

930353 - Captain Phillips

Ekranizacja ukazuję trudne położenie somalijskich rybaków, zmuszonych w pewnym sensie do piractwa i zachęca do przemyśleń. Jestem zachwycona rolą Toma Hanksa, który, według opinii pewnej osoby, gra teraz jak w szczytowej formie. Nie widziałam wielu jego filmów (mam w planach „Zieloną Milę – może zrobię sobie filmowego sylwestra?), ale zgadzam się z tymi słowami. Pod koniec miałam ochotę się rozpłakać i pewnie bym to zrobiła, gdybym była sama (byłby to moj czwarty raz w życiu kiedy sie naprawdę wzruszyłam).

Podsumuwując – serdecznie zapraszam do przeczytania tych książek i zobaczenia filmów. Są naprawdę tego warte – obie dla ciekawej i niesamowitej historii, a i dla przemyśleń. Może staną sie tak jak dla mnie i dla Was jednymi z ulubionych? 🙂

indeks Prawdziwy Kapitan Phillips.

Infiltracja

infiltracja

Cóż, tyle sztucznej krwi nie widziałam odkąd oglądałam „Django”. Ale nie tylko dla tego ten film trafił do moich ulubionych (nie myślcie, że jestem jakaś psychiczna…). Reżyserował go Martin Scorsese, którego „Wyspę Tajemnic” po prostu wielbię, wystąpił duet DiCaprio-Damon, a muzykę skomponował Howard Shore. Na dodatek „Infiltracja” otrzymała 22 nagrody (m.in. Oscara za najlepszy film) i 33 nominacje.

Film jest remake’m „Internal Affairs” z 2002 roku. Billy Costigan i Colin Sullivan kończą szkołę policyjną i rozpoczynają pracę w bostońskiej policji. Colin, który tak naprawdę pracuję od dziecka dla przestępców, pnie się coraz wyżej po szczeblach kariery, a Billy dostaję specjalne zadanie. Ma wniknąć w szeregi mafii. Obie strony po pewnym czasie orientują się, że są infiltrowane i rozpoczyna się śmiertelna rozgrywka o to,  kto rozpozna kogo pierwszy.

Historia opowiedziana jest lekko na ironiczną nutę (co chyba oddaję najlepiej piosenka „I’m shipping up to Boston” pojawiająca się na początku filmu). Jedną z moich ulubionych postaci jest Dignam, zarządzający razem z Queenanem tajnymi służbami policji. To dwa z jego cytatów: „Maybe, maybe not, maybe f*ck yourself!„, „Hip hip, k**wa, hurra” (gdy wita Sullivana w policji). Jako ciekawostkę mogę podać to, że słowo „f*ck” pada w filmie 226 razy (źródło: filmweb.pl) – tylko ciekawe, czy liczyli też jego odmiany, bo jeśli nie to wyszłoby pewnie z 500.

The-Departed

Cała opowieść to jedna wielka zabawa w policjantów i złodziei, tylko odrobinę bardziej skomplikowana. Na pochwałę zasłużyła muzyka towarzysząca całej zabawie, która była równie dobrym wyborem jak DiCaprio i Damon w głównych rolach. Jednym z moich ulubionych fragmentów jest pobyt Costigana w więzieniu, przerwany przez napis tytułowy, do którego leci „I’m shipping up…”.

Jest to trzeci wspólny film Scorsese’a i Leonardo DiCaprio – jak dla mnie ten ostatni wypadł w swojej roli genialnie. Nie będę dodawać, że najlepiej, bo w styczniu wychodzi „Wilk z Wall Street” i, kto wie, może okazać się życiową szansą Leo na Oscara i drugiego Złotego Globa. Ale trzeba niestety poczekać…

Co do ostatniej zapowiedzi – o „Złap mnie, jeśli potrafisz” i „Kapitanie Phillips’ie” napiszę, gdy skończę czytać książkę o tym drugim.

Zapowiedzi

W najbliższym czasie, mam nadzieję, pojawią się wpisy o „Złap mnie, jesli potrafisz” i o „Kapitanie Phillips’ie” (książki i filmy).

Haha, dopiero teraz zauważyłam, że w obu ekranizacjach gra Tom Hanks. 🙂

6972833.37572039.3

Prośba

Bardzo proszę, nawet jeśli traficie na mojego bloga przez przypadek zostawcie w komentarzu, co myślicie. Bardzo chciałabym wiedzieć, jakie popełniam błędy. Byłabym bardzo wdzięczna. 🙂

Romeo + Juliet

julia

Od jakiegoś czasu miałam zamiar obejrzeć „Romea i Julię” Buza Luhrmaana, ale nim zdążyłam to zrobić zaczęliśmy to oglądać na angielskim (oczywiście z polskimi napisami…). Książkę będziemy omawiać na lekcjach polskiego dopiero w lutym (niestety). Niektórzy ludzie z mojego otoczenia dziwią się, że lubię Szekspira, no, ale skoro podobało mi się „Quo Vadis”, za którym nikt nie przepada, to chyba jest ze mną coś nie tak albo jestem wyjątkowo niepoprawną romantyczką i molem książkowym. 😉

romeojuliet1

Ale wróćmy do filmu, który jest jednym z serii „z Leonardo DiCaprio”. Podchodziłam dość sceptycznie do pomysłu przeniesienia XVI-wiecznej sztuki do „współczesnej” Ameryki (w cudzysłowie, ponieważ od lat 90-tych trochę się już bądź co bądź zmieniło). Na początku pomyślałam, że to będzie katastrofa – zakrawało to na jakąś błazenadę. No, ale kiedy na scenę wkroczył Romeo i rozpoczął się wątek miłosny to nawet zaczęło mi się podobać. Uważam, że gdyby bohaterowi nie mówili oryginalnym tekstem, zniknęłaby cała romantyczność i dramatyczność. Oczywiście nie można było uniknąć groteskowych sytuacji i postaci, ale według mnie to nie odjęło nic całej historii.

julia2

Film jest dość wierny sztuce – dość jak na takie różnice w czasie. Nie została zrobiona jakaś ckwliwa ekranizacja dla dwunastolatek, ani coś w stylu „Romeo i Julia w wielkim mieście”, jeśli wiecie, co mam na myśli. Sądzę, że nie można było zrobić nic lepszego.

Moje ulubione sceny to pierwsze spotkanie, scena „balkonowa” i scena śmierci. Podoba mi się rola Claire Danes, chociaż wolę ją jednak taką jak w „Gwiezdnym Pyle”. Leonardo DiCaprio: „O Boże, jaki on jest piękny, o Boże!”-tak, tak, wiem… Uważam, że lepiej wypadł niż w „Titanicu”.

Niektórzy ludzie mogą być zdegustowani po obejrzeniu, jednak niektórzy mogą pokochać i film, i całą historię jak ja. 🙂

romeo

Wyspa Tajemnic i Incepcja

wyspat

Mam ostatnio etap „filmów z Leonardo DiCaprio”. Zaczęło się od obejrzenia w szkole „Romea i Julii” (których też mam zamiar opisać), dalej było przestudiowanie jego profilu na filmwebie i zanotowaniu obowiązkowych pozycji. „Titanica”, „Złap mnie, jeśli potrafisz”, „Django” i „Wielkiego Gatsby’ego” już widziałam. W kolejce ustawiły się zatem „Wyspa Tajemnic”, „Incepcja”, ‚Infiltracja” i nadchodzący dopiero w styczniu „Wilk z Wall Street”.

W Leonardzie DiCaprio podoba mi się mimika twarzy, oczy i uśmiech (oczywiście oprócz doskonałej gry aktorskiej). Obejrzę z chęcią chyba każdy film, w którym występuje. Ostatnio rozmawiałam z koleżanką, polecałam jej „Wyspę”. Ona na to „A z którego roku to film?” „Z 2010.” „Aaa… To on już tam stary jest…”. Przepraszam, ale jeśli 39 lat to stary, to co, 45-latek już żyć nie powinien? Jeśli ocenia się film z Leo tylko na podstawie, czy ma w nim dwadzieścia lat, jasne blond włosy i przedziałek pośrodku głowy to… Dla mnie to po prostu prawdziwy aktor.

Zauważylam ostatnio, że Leonardo czasem wraca do reżyserów, z ktorymi kiedyś pracował, pewnie są jego bliskimi znajomymi. Tak było z „Gatsby’m” Luhrmaana i jest z „Wilkiem” Scorsese’a. Ale to na pewno nie są złe decyzje 😉

Ale wróćmy do tego, co widnieje w tytule…

Shutter-Island-Finger-of-Silence

W „Wyspie” agent federalny Teddy Daniels dociera wraz ze swoim nowym współpracownikiem na zamknietą wyspę, do ośrodka przeznaczonego dla chorych psychicznie niebezpiecznych przestępców. Zaginęła jedna podopieczna, a najgorsze, że nie wiadomo jak wydostała sie ze swojego pokoju. Przeszukano cały teren i nie znaleziono najmniejszego śladu. Kiedy Daniels chce w końcu zakończyć śledztwo, powrót do domu uniemożliwia sztorm i zmuszony jest zostać dłużej w tym przerażającym miejscu…

wyspata

Film wciagnął mnie od pierwszej minuty do samego końca. Akcja idzie ciągle do przodu, a widz nieświadomie wciągany jest w pułapkę. Napięcie narasta, wychodza na światło dzienne kolejne fakty, ale coraz bardziej gubimy się w tym, co jest prawdą, a co fałszem. Nazwałabym to odrobinę opowieścią psychologiczną, ale to nie my badamy umysł, lecz autor testuje nasz.

??????????????????????

„Incepcja”. Fascynująca historia o snach. Co by było, gdyby można było wkraść sie do cudzego umysłu? I wyciągnąć potrzebne informacje? A gdyby pójść w druga stronę i wszczepić „myśl” we śnie? To jest właśnie incepcja. Specjalista Dom Cobb musi jej dokonać, aby móc zakończyć życie zbiega i wrócić do swojej rodziny. Ale zaplanowana w najdrobniejszym szczególe operacja może się nie powieść z powodu powracającej przeszłości i poczucia winy…

incepcja

Oba filmy pojawiły się w kinach w 2010 roku. Mają jeszcze jedną cechę wspólną- niedopowiedziany koniec. Widz musi sam zdecydować, co zdarzyło się po tym jak ostatnie ujęcie przykryła czarna otchłań napisów. To nadaje tajemniczości i zmusza do powracania ciągle do tej samej myśli: „Jak było naprawdę?”. Każdy musi sobie sam odpowiedzieć na to pytanie.

inception-31

(Totem – specjalny talizman z „Incepcji”, dzięki któremu dowiadujesz się, czy jesteś w czyimś śnie. To totem Cobba- we śnie nie przestaje się kręcić.)

Post Navigation